Gorączka u dzieci? Oto rady lekarzy z Borowskiej

Dziecko z dodatnim wynikiem SARS-Cov2 ma gorączkę, leki nie zbijają jej natychmiast do idealnej temperatury, więc rodzice dzwonią na pogotowie. Maluch trafia do szpitala, z którego wypisywany jest następnego dnia. Czy nie mogłoby po prostu bezpiecznie pozostać w domu?

W przeciwieństwie do covidowych oddziałów dla dorosłych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, które w ostatnich dniach nie miały pełnego obłożenia, w Klinice Pediatrii i Chorób Infekcyjnych USK dzień w dzień niemal wszystkie łóżka są zajęte. Większość przyjmowanych pacjentów jest w dobrym stanie i następnego dnia mogą być wypisane do domu.


– Na dziecięcych oddziałach widać, że obecnie COVID-19 zbiera swoje żniwo wśród najmłodszych. Na ogół nie są to dzieci wymagające leczenia szpitalnego, jakich wiele przyjmowaliśmy podczas poprzednich fal epidemii. Teraz, po wyjaśnieniu sytuacji i uspokojeniu rodziców, często wypisujemy je już następnego dnia. Większość nie powinna w ogóle trafiać do szpitala, z powodzeniem mogłyby być leczone w domu – mówi prof. Leszek Szenborn, kierownik Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych USK, wskazując na nadmierny niekiedy niepokój rodziców.
Pediatra tłumaczy, że najczęściej niepokój ten wywołuje podwyższona temperatura ciała. Niektórzy mierzą ją nieustannie, a nawet budzą dziecko w środku nocy, żeby sprawdzić, czy gorączkuje.


– Przeciętne poglądy na temat szkodliwości gorączki są przesadnie zastraszające – mówi prof. Szenborn. – Gorączka, czyli temperatura ciała powyżej 38 st. C mierzona w odbycie, nie jest chorobą, a tylko objawem oraz korzystną w zwalczaniu zakażenia reakcją organizmu. Wykazano, że stosowanie leków przeciwgorączkowych w leczeniu odry miało wpływ na przedłużenie choroby oraz zwiększało częstość występowania powikłań, a paracetamolu w leczeniu ospy wietrznej na wydłużenie przysychania wykwitów w porównaniu z placebo.
W ocenie stanu dziecka rodzice powinni monitorować nie tylko ten jeden parametr, ale przede wszystkim obserwować, jak dziecko się zachowuje: czy jest senne, czy nie chce się bawić, chodzić, jeść, pić, itd. Trzeba zwracać uwagę zwłaszcza na stan nawodnienia (czy dziecko często oddaje mocz i w normalnej ilości) i przyjmowanie wystarczającej ilości płynów, bo gorączkujące dzieci tracą więcej wody. Przy braku chęci do picia i jedzenia dzieci szybko się odwadniają, a wówczas rzeczywiście trzeba im pomóc w szpitalu. Dawajmy chorym dzieciom pić to, co lubią, a nie to, co rodzice uważają za „lecznicze”.


Dzieci różnie reagują na gorączkę. Jedno nawet przy wysokiej dobrze się czuje, u innego złe samopoczucie wywołuje nawet niewielki stan podgorączkowy. Leki przeciwgorączkowe stosujemy celem poprawy komfortu dziecka , a nie osiągnięcia prawidłowej temperatury ciała , Nie trzeba za wszelką cenę zbijać gorączki lekami. Ich przedawkowanie może dziecku bardziej zaszkodzić niż podwyższona w wyniku choroby temperatura.


Rodzice i opiekunowie dzieci powinni wiedzieć, że: 1. poza udarem cieplnym i słonecznym (hypertermia) objawy kliniczne nie korelują z nasileniem gorączki; 2. leczenie gorączki nie zmienia przebiegu choroby, z wyjątkiem przewlekle lub krytycznie chorych dzieci, których rezerwy kaloryczne są na wyczerpaniu; 3. leczenie gorączki nie zapobiega drgawkom gorączkowym.


Objawami alarmowymi są : gorączka utrzymująca się > 3 dni. bez źródła pochodzenia np. Covid (-); z zaburzeniami świadomości; u dziecka z „toksycznym wyglądem”; z wysypką krwotoczną; z dusznością wdechową lub wydechową; z krwawą biegunką, z objawami pęcherzowymi na skórze oraz u „naprawdę chorego” nastolatka.


„Uspakajającymi” okolicznościami są: gorączka z objawami choroby przeziębieniowej (katar, zapalenie krtani), z biegunką bez domieszki krwi i bez objawów odwodnienia oraz gorączka z drgawkami bez zaburzeń świadomości.
W omikronowej fali zakażeń często obserwujemy u dzieci podgłośniowe zapalenie krtani (pseudokrup), które powoduje niepokojące rodziców napady duszności i kaszel.


– Nie ma potrzeby z tego powodu wpadać w panikę – uspokaja szef Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych USK. – Mamy wypracowaną bardzo skuteczną metodę leczenia, która może być zastosowana w domu. Nie trzeba stosowania antybiotyku. Podstawowym lekiem jest doustne, jednorazowe podanie sterydu – deksametazonu w jednorazowej dawce 0,15 – 0,6 mg/kg m. c. Dawkę 0,15 mg/kg m. c. – w przypadku łagodnego; dawkę 0,3 mg/kg m. c. – średniego; a dawkę 0,6 mg/kg m. c. – ciężkiego przebiegu krupu. Maksymalnie 8 mg. Efekty są zauważalne po 30 min. od podania. Rzadko istnieje potrzeba podania drugiej dawki leku. Ponieważ niektóre dzieci mają rodzinną skłonność do występowania tej choroby jako reakcji na zakażenie wirusowe, rodzice którzy doświadczyli wcześniej takich kłopotów, powinni zostać zaopatrzeni przez lekarza w ten lek i przechowywać go w domu. Ci, którzy mają nebulizatory/inhalatory mogą zastosować budezonid w nebulizacji w dawce 2 mg (w polskich warunkach 2 mg budezonidu = 4 ml preparatu do nebulizacji zawierającego 500 μg/ml budezonidu (2 pojemniczki).


Profesor podkreśla, że inna jest jednak sytuacja dzieci cierpiących na choroby przewlekłe, zakażonych koronawirusem. Ich stan znacznie częściej przeradza się w ciężki i wymaga bezwzględnie leczenia w warunkach szpitalnych. Także w przypadku przewlekle chorych maluchów zachowanie rodziców często może wprawić w zdumienie:
– Spora część nie tylko się nie szczepi, żeby chronić swoje dzieci, to znajdują się tacy, którzy odmawiają zgody na leczenie przeciwciałami monoklonalnymi, która to metoda jest nowatorska i wymaga specjalnej zgody rodziców, ale niesie jednak nadzieję na ograniczenie następstw zakażenia – ubolewa prof. Szenborn.