Queens Street Bar we Wrocławiu. Magda Gessler kontra kulinarny bloger

Jak zmieniła się wrocławska restauracja Queens Street Bar po programie Kuchenne Rewolucje? – Przed nimi mnóstwo hamburgerów do wydania, a ja zakochałam się w pancake’ach – oceniła efekty Magda Gessler. – To co zastałem we Wrocławiu przy ulicy Drukarskiej jest niczym słaby rap, tworzony przez gości z wielkim ego, a bez umiejętności. Nie chcę tego słuchać, nie chcę tego jeść – skomentował tymczasem znany wrocławski bloger kulinarny Piotr Gładczak.

Queens Street Bar pojawi się w programie Kuchenne Rewolucje w czwartek. To dawna restauracja American Dream, mieszcząca się przy ul. Drukarskiej (przy skrzyżowaniu z Kamienną). Lokal prowadzi pani Beata, która wcześniej była m.in. właścicielką kawiarni w Panoramie Racławickiej i bufetu na Uniwersytecie Wrocławskim. Restauracja American Dream radziła sobie dobrze aż do pandemii – to przez nią zabrakło gości, zwłaszcza że lokal mieści się w sąsiedztwie Uniwersytetu Ekonomicznego. Gdy nauka odbywała się zdalnie, studenci po jedzenie tu nie zaglądali.

Na ratunek przybyła Magda Gessler. Nowa nazwa – Queens Street Bar – to jej pomysł. Podobnie jak nowe pozycje w menu – zupa popcornowa, pancake ze szpinakiem i gorgonzollą, sałatka Hemingway’a oraz ogromny burger Queens. Podczas kończącej program kolacji dania zachwyciły gości. Zachwalała je także Magda Gessler, która przybyła tu po raz drugi cztery tygodnie później. –  Pancake jest obłedny. Jest liderem wszystkiego. Jest super. Przepyszny. Bardzo udane danie, danie które chce się jeść – komentowała Magda Gessler. W Queens Street Bar smakował jej też burger. – Znakomite dodatki, bardzo wysokiej jakości – podkreśliła. Skrytykowała jedynie ceny, bo za burgera podczas jej wizyty trzeba było zapłacić aż 49 złotych.

Tuż przed emisją Kuchennych Rewolucji restaurację Queens Street Bar odwiedził tymczasem wrocławski bloger kulinarny Piotr Gładczak. Nie zostawił na niej suchej nitki.

– Pani Magdo, pani jeździ po świecie, więc nie wierzę, że robi pani te rewolucje bez żadnej refleksji. Proszę, apeluję, lobbuję, aby zaprzestała pani robienia wody z mózgu tym biednym właścicielom, albo po prostu wróciła do uczciwego działania względem rewolucyjnych knajpek. To co zastałem we Wrocławiu przy ulicy Drukarskiej jest niczym słaby rap, tworzony przez gości z wielkim ego, a bez umiejętności. Nie chcę tego słuchać, nie chcę tego jeść, ale nie chcę też, aby powtarzane w tym programie brednie wpływały potem na ostateczny odbiór gastronomii przez zwykłego Kowalskiego – napisał Gładczak na swoim blogu.

–  Sałatka Hemingwaya to jest skandal w czystej postaci. To jest żart z inteligencji gości. To jest zło wcielone – ocenił. A burger? – Sam burger jest potwornie wielki. Byłbym czepliwym dziadem, gdybym powiedział, że brzydko wygląda. Może być atrakcyjny choćby dla osób robiących fotki na Instagram. Gorzej ze smakiem – banalne połączenie pikli, sałaty i pomidora wywołuje u mnie dreszcze – czytamy na blogu. Zachwalanego przez Magdę Gessler pancake’a ze szpinakiem i gorgonzolą bloger nawet jednak nie spróbował. – Opcja z gorgonzolą i szpinakiem dawała mi znaki – nie rób sobie tego – skwitował.